Dialog na pocztek scenariusza:

Kochan:
Nie podoba mi si to, kuzynie. Odkd spad nieg, cigle unosi si w powietrzu ta potworna mga... Nie pamitam takiej od czasu... Odkd kroczylimy przez przecz Tut'anor. Nawet wilki s niespokojne.

Marbus:
Ashen'tir, Kochan. Nie moemy pozwoli, by ogarn nas strach i psychoza. To dopiero pierwszy miesic zimy, a w naszych magazynach zaczyna powoli brakowa ywnoci. Martwi si o przyszo...

Logo Wesnoth (podpisa jako: Narrator):
Wtem zawia wiatr przeszywajcy ciao jak strzaa, a przez Bag'not potoczy si gos rwnie zimny i ostry, jak lodowate sople zwisajce z dachw budynkw.

Widmowy Rycerz:
Dryjcie. Dryjcie i rozpaczajcie. Przez wasze ziemi pogna zaprzg umarych koni. Stratuje wasze domy i wyrnie dzieci. Wasza krew bdzie przelewa si w naszych pucharach, ktre wzniesiemy na chwa Umarego Krla!

Kochan:
A wic Oni... Oni zniszczyli Seledynowe Miasto. Nieumarli.

Marbus:
Wstawa! Wychodcie ze swoich chat! Wecie do rk swoje miecze! Umarli!

Kochan:
Kuzynie! Najlepiej bdzie, gdy pojad na zwiad. Mj wilk umknie przed duchami i szkieletami nawet na niegu. Jeli Ci nieumarli faktycznie podbili Seledynowe Miasto, moemy mie z nimi powany problem.

Marbus:
Masz racj. Ustawi orkw wzdu murw. Nie chc, by moi orkowie spotkali si z tymi stworzeniami na otwartym terenie. Na niegu nie mamy z nimi adnych szans.






Tura 4:

Marbus:
Co widzisz, Kochan? Ile ich tam jeszcze zostao!?

Kochan:
. . .

Marbus:
Kuzynie!

Kochan:
Nie mamy z nimi szans, Marbus. Ich armia liczy tysice wojownikw.

Marbus:
Co!? To niemoliwe... Dlaczego ich nie zauwaylimy? Przemarsz takiej armii nie mg pozosta niezauwaony!

Kochan:
Mga. To pewnie oni j zesali. Kuzynie... Umrzemy tutaj.

Marbus:
Nie! Pozostaje ucieczka. Niech orkowie spakuj wszystko, co najwaniejsze. Najpierw jedzenie, ubrania i bro. Potem reszt. Spieszcie si. Nie mamy wiele czasu.

Kochan:
Gdzie chcesz ucieka!? Gdziekolwiek si nie udamy, te trupy nas dopadn. Nie mamy szans, by... Ty... Chcesz przeprowadzi nas przez przecz Tut'anor?

Marbus:
Nie mamy wiele czasu. Przecz ju raz okazaa si dla nas askawa. Miejmy nadziej, e zrobi to po raz drugi.






Tura 9:

Kochan:
Wszyscy s ju prawie spakowani, kuzynie. Zaraz zaczniemy pakowa wszystko na wilki, a potem moemy rusza.

Marbus:
To dobrze. Nasza obrona ju si chwieje. 




Tura 6:

Widmowy Rycerz:
Mylisz, e zdoasz uciec mierci? Dokdkolwiek nie pjdziesz... Gdziekolwiek si nie schowasz... Nigdy nam nie uciekniesz. Niedugo wszystko ulegnie naszej potdze.






Dialog na zakoczenie tur:

Kochan:
Udao si! Wszyscy s ju gotowi do wymarszu.

Marbus:
Dobrze. Opucicie stanowiska. Wszyscy, do przeczy!







Dialog podczas wejcia na znak na 8, 4:

Jednostka, ktra wesza na znak:
Ta przecz... Boj si, e niedugo przyjdzie mi ni kroczy.






Dialog podczas zabicia Kochana:

Marbus:
Nie! Bez Kochana nie uda mi si poprowadzi klanu!


Dialog podczas zabicia Marbusa:

Marbus:
Um... Umieram...





Dialog na koniec tur:


Marbus:

Nieee... Teraz nie uda si nam ju ocali naszego klanu!






Dialog podczas ataku wilka:


Wilk, ktry zaatakowa/zosta zaatakowany:
Wrrr... Wrrr...

Jednostka, ktra zaatakowaa/zostaa zaatakowana:
Wilki! Od trzech lat nie milimy przypadku, by kogo zagryzy!

Kochan:
Zdaje si, e ta mga nie wpyna tylko na nasz nastrj. Zwierzta w lesie musiay czu si jeszcze gorzej.